wtorek, 21 lipca 2015

Bezczelny Incydent #1 (Od Kiry)

Poczułam fale zimnego wiatru na moich policzkach. Włożyłam moje rękawiczki na przemarznięte ręce. Właśnie w zimę mam ,,wakacje'' od panowania nad piaskiem. Właśnie w ukrytej Wiosce Liścia pada najbardziej obfity śnieg, ale to nie usprawiedliwi braku treningu. Jak zawsze poranne bieganie, jest góra piąta. Leniwe, w ogóle nie nagrzewające słonce powoli wyłaniało się z pod grubej warstwy szarych chmur.
Biegłam obok alei całkiem ,,łysych'' drzew,zatrzymałam się obok jednego oparłam swoją głowę na korze drzewa, moja ręka powędrowała do pokrowca z shurikenami. Zdjęłam rękawiczkę i poczułam zimną powłokę stalowego shurikena. Zaczęłam biec najszybciej jak potrafiłam, mój wzrok powędrował na manekina ze słomy. Po rozsadzałam takie manekiny na drzewach, na ziemi i płotach opuszczonych budowli. Shuriken trafił prosto pomiędzy oczy zrobione ze starych guzików. Usłyszałam klaskanie a w koronie drzewa ujrzałam go...



-K-Kakashi! Śledzisz mnie?-Pośpiesznie założyłam rękawiczkę.

-Nie tylko ty masz trening. -Uśmiechnął się ironicznie.
-W każdym razie, dlaczego nie ćwiczysz? Podobno masz trening, a jak wiem nie ćwiczy się siedząc na drzewie i podglądając nieletnie. -Również uśmiechnęłam się ironicznie. Sam mnie tego nauczył. 
-Jednak czegoś cię nauczyłem Kira... może masz ochotę się zmierzyć w pojedynku ze mną?- Założył swoją maskę i zeskoczył z drzewa.
-Nie rozśmieszaj mnie. Przecież taki Shinobi jak ty jest zajęty misjami stopnia ,,S''. Oczywiście nie dałabym rady. -Zaczęłam się chamsko śmiać. Uwielbiam go prowokować.-Nadal masz te słabości do tych powieści ero- seninie?
-Masz racje Genin mnie nie pokona Pani Władczyni Piasku. I nie nazywaj mnie tak, trochę szacunku dla rodziny.- Ale mnie on wkurza! 
-Nie jesteś moją rodziną. Na szczęście.-Ostatnie zdanie powiedziałam prawie nie słyszalnie.  
-Czego tam mruczysz?- Wypowiadając to schował swój mieczyk. Dla mnie to jest jakaś wykałaczka, ja gustuje w shurikenach. - Na pewno nie na twój widok. Przepraszam ale muszę cie opuścić... niektórzy trenują. - Posłałam wredny uśmiech.
- Masz nie wyparzoną gębę... no pa.
Założyłam rękawiczkę i zaczęłam biec. Kakashi to mój nauczyciel... ale jest z tego samego klanu co ja. Nasz klan prawie wymarł więc traktujemy się jak rodzinę. Znam go jak nikt inny. Dla ludzi z wioski jest bohaterem, ale dla mnie to mój normalny Kakashi, mój guru... to on mnie wszystkiego nauczył. Obiecałam mu że gdy będę gotowa to zmierzymy się w pojedynku i nie mam zamiaru przegrać. Dlatego codziennie ćwiczę i kształcę swoją wiedzę na temat Ninjutsu. Dziś udoskonalam panowanie nad chakrą, muszę skupić jak największą ,,liczbę'' chakry w jednym miejscu, np. w dłoniach. Stanęłam obok drzewa i skupiłam chakre w swoich dłoniach, by móc wspiąć się na nie nie używając nóg. Stanęłam na dłoniach i powoli zmierzałam w górę drzewa. Mój cel : KORONA DRZEWA. Po bezlitosnych próbach spadałam na połowie drogi. Wycieńczona usiadłam. Spojrzałam na dłonie, które mieniły się czerwienią, ,,umyłam'' je w śniegu i zabandażowałam. Mój zegarek zaczął piskliwie dawać mi znak iż powinnam teraz iść zjeść coś. Nienawidzę jeść, ale muszę by zapewnić memu organizmowi pokarm. Jak zwykle ruszyłam w stronę mojej ulubionej knajpy, robią tam nawet dobry ramen. Po spożyciu pokarmu ruszyłam w stronę akademii. Muszę tam chodzić by zdobywać wiedzę. Gdybym nie obiecała Kakashiemu nie chodziłabym tam. Najgorsze że chodzą tam dzieciaki w moim wieku. Zbyt towarzyska to ja nie jestem. Dziewczyny boją mnie się od czasu małego incydentu z celowaniem shurikenami. Szczerze to nawet lubię być sama... cholera co ja mówię? Nienawidzę samotności... ale nie umiem się zachowywać ,,normalnie''. Nawet nie zorientowałam się gdy byłam pod drzwiami do klasy. Zdjęłam rękawiczki i otworzyłam brązowe drzwi. Szłam obok ławek aż doszłam do swojej... na szarym, smutnym i opuszczonym końcu. Mój wzrok powędrował w stronę okna, usłyszałam cichy śmiech i szept aż usłyszałam moje imię. Wyjęłam niespostrzeżenie shurikena i rzuciłam w stronę Ino... klasowej plotkary. Jej mina była bezcenna. Poczułam przeszywający wzrok na swoim ciele. Z policzka Ino zaczęła się sączyć krew. Małe draśnięcie a jak może zepsuć makijaż? Dziewczyna pośpiesznie wyszła z klasy zasłaniając zraniony policzek. Prychłam.
-Jak ona chce być shinobi skoro boi się własnej krwi? -Mruknęłam sama do siebie.
-Sam nie wiem. - Sasuke, klasowe centrum westchnień z pierwszej ławki przeniósł się na koniec.Nawet nie zauważyłam tego. Dziwne zawsze był cichy. Zignorowałam go. Może wszystkie laski wokół go kochają ale ja nie. Nawet tego nie rozumiem co on ma takiego w sobie. Nagle czyiś shuriken prawie nie uciął głowy!Odwróciłam się w stronę Boga Seksu. Chłopak mi pomachał. PRZED CHWILĄ MI O MAŁO NIE UCIĄŁ GŁOWY!. Ten to ma tupet. Podleciałam do niego z krzesłem rzuciłam w niego. Chłopak upadł, złapałam go za koszulkę i już się zamachnęłam by walnąć go z liścia gdy chłopak również złapał mnie za kołnierzyk od mojej czerwonej koszuli w kratę i posunął się za daleko... pocałował mnie!   

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz